Alicja w Krainie Czarów, stojąc na rozdrożu zobaczyła na drzewie kota, zapytała:
- Którą drogą mam pójść?
- Dokąd zmierzasz? - zapytał kot
- Nie wiem. Nie ma to dla mnie znaczenia.
- Skoro tak, nie ma też znaczenia, którą drogę wybierzesz.
Oby nigdy nie nadszedł w Twoim życiu moment, kiedy będzie Ci obojętne którą drogą pójdziesz.
Już jako dziecko miałam to coś - co pchało mnie ciągle w kierunku czegoś nowego, nieznanego. Gdy szłam z mamą patrzyłam przed siebie i pytałam:, co jest za tą górką, co jest tam dalej, jakie jest to, czego nie widać. Szczególnie, gdy zachodziło słońce patrzyłam i pytałam:, co jest tam gdzie idzie słońce.
Wychowywała mnie babcia, która prowadziła prywatny biznes (skup surowców wtórnych). Na tamte czasy (było to czterdzieści lat temu) w systemie, który wówczas panował własna działalność to była rzadkość. Byłam ciągle przy niej, pomagałam jej i (choć wtedy nie miało to dla mnie znaczenia) tkwiłam w „prywacie” po uszy.
Gdy jeszcze nie chodziłam do szkoły pierwszą umiejętnością, jaką zdobyłam było liczenie pieniędzy. Babcia pozwalała mi je kasować (oczywiście pod nadzorem).
Gdy miałam siedem lat zaczęłam zarabiać swoje pierwsze niezależne pieniądze. Było to tak: zauważyłam, że niektóre butelki, które mają kartki i na szyjce są zalakowane trafiają do pudła a potem na śmietnik. Wyciągałam, więc butelki z pudła odmaczałam kartki obijałam lak i……., sprzedawałam je mojej babci. Za zarobione pieniądze były ptysie dla całego podwórka i teatrzyk Trzepakowy w którym ja i koleżanka wystawiałyśmy sztuki i…….., zarabiałyśmy kolejne drobne pieniądze. Tak (nieświadomie) rodziła się radosna, prywatna inicjatywa. Gdy trochę podrosłam rodzice kupili dom z dużym ogrodem i ziemią. W ogrodzie rosło dużo drzew i krzewów owocowych. W czasie wakacji zrywałam te owoce i takie świeżutkie prosto z drzewa dostarczałam koleżankom mojej mamy. W następnym roku miałam już zamówienia od wielu ludzi. Za zarobione pieniądze kupiłam rower i miałam też na swoje drobne wydatki. W taki sposób życie samo nauczyło mnie niezależności i swobody. Gdy skończyłam szkołę nastała szara rzeczywistość PRACA NA ETACIE. Jakby mnie ktoś młotkiem uderzył. Poranna pobudka każdego dnia, pieniędzy tyle, że za dużo żeby umrzeć za mało żeby żyć, urlop wtedy, gdy innym to pasuje. Po prostu MARAZM, STAGNACJA I BRAK ROZWOJU. Pracowałam w resorcie Łączności, Oświaty, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Tam gdzie pracowałam miałam konflikty z kierownictwem i ciągle się z czymś nie zgadzałam. Wreszcie zdecydowałam się na własną działalność. Prowadziłam sklep i kilka działalności w pośrednictwie. I ……, ciągle czułam, że to nie to, że to nie jest moje miejsce. Nastał dla mnie fatalny czas. Problemy osobiste i finansowe zmuszały mnie do szukania czegoś nowego. Przekonałam się w tym czasie, że wolny rynek nie daje gwarancji pracy i rozwoju żadnej grupie zawodowej. Taka sytuacja sprawia, że ludzie są zmuszeni do poszukiwania nowych rozwiązań.